https://nowiny24.pl/sowieci-wywlekli-nas-z-domu-o-trzeciej-nad-ranem/ar/6073107

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozmowa z Joanną Preiss ze Związku Sybiraków w Przemyślu.

 

– Jako dziecko została pani wywieziona na Syberię.

– Tak, dwa miesiące po wywózce skończyłam cztery lata. 10 lutego 1943 r. trzech Sowietów wtargnęło do naszego domu o trzeciej nad ranem. Krzyk, huk. Wydarli nas z łóżek, ojca postawili pod ścianą. Przeprowadzili rewizję, szukali broni. Oczywiście nic nie znaleźli. Potem krzyk, aby się ładować, że mamy tylko pół godziny czasu. Czekały na nas małe sanie. Zabrali mnie, rodziców i babcię. Mama była wtedy w ciąży. Naszych sąsiadów też zabrali.

– Jak wyglądała dalsza podróż?

– Najpierw tydzień czekaliśmy na bocznicy kolejowej na Bakończycach w Przemyślu. Na miejsce jechaliśmy ponad miesiąc. W strasznych warunkach. Sowieci przynosili wiadro śniegu. Ludzie ogrzewali je rękoma, a wodę dawali pić dzieciom. Dla dorosłych nie starczało. Ja skorzystałam z tego, że mama zabrała z domu butelkę soku malinowego. Dwa razy w tygodniu otwierały się drzwi wagonu. Tych, co umarli, Sowieci po prostu wyrzucali na śnieg, obok torów. Trafiliśmy do obłasti mołotowskiej. Na Syberii urodzili się moi dwa bracia.

10 lutego 1940 r. rozpoczęła się pierwsza akcja wywózki Polaków na Syberię. Później były jeszcze trzy fale wywózek. Według różnych źródeł łącznie deportowano wtedy od 1 mln do 1,2 mln Polaków.

– Jakie były warunki?

– Tragiczne. Marzliśmy w nieuszczelnionych barakach. Dorośli nawet przy czterdziestostopniowych mrozach szli do pracy w lesie. Odżywialiśmy się wodą z solą, pastewnymi burakami, liśćmi buraczanymi, pokrzywami z wodą, przemarzniętymi ziemniakami, bo normalnych nie można było ukraść. Ci, co pracowali to dostawali niewielką porcję chleba. Można go było tylko łamać, bo nie dało się pokroić .

– 28 lutego odbędzie się w Przemyślu rekonstrukcja wywózek na Sybir. Jak osoby, które to przeżyły zapatrują się na tego typu przedstawienia?

– To tragiczne wydarzenia, ale trzeba je pokazywać. Cieszymy się, że inicjatorzy zdecydowali się na taką akcję. Przyjdzie młodzież i zapamięta te wydarzenia i przekaże następnym pokoleniom. Nas, bezpośrednich świadków tamtych tragicznych wydarzeń jest coraz mniej, mamy coraz mniejsze możliwości opowiadania historii. Należy robić wszystko, aby pamięć o tej tragedii nie zaginęła, a takie inicjatywy temu służą.