Kto nie był w Grodźcu, kto nie słyszał jak orkiestra Wojska Polskiego grała „Czarną Madonnę”, ten nie wie co to jedność sybirackich serc, wdzięczność Bogu za uratowanie od głodowej śmierci, duma z faktu, że oto jesteśmy przy Niej, Matce Sybiraków.
Tylko my, Sybiracy, mamy swój obraz Matki Najświętszej ukoronowany pięknymi złotymi koronami. Tylko my, spośród wielu związków i stowarzyszeń kombatanckich. Tak jak tylko Sybiracy walczyli i ginęli zarówno pod Lenino jak i pod Monte Cassino – co słusznie i jako jedyny podkreślił Ksiądz Kardynał Prymas Józef Glemp w kazaniu na uroczystościach z okazji 50-tej rocznicy bitwy o Monte Cassino.
Do Grodźca przyjechaliśmy wczesnym popołudniem. Dzień był słoneczny, choć chłodny. Po zakwaterowaniu w domach prywatnych autentycznych Ślązaków, witających nas szczerym sercem i goszczących najlepiej jak mogli, o 17.00 jedziemy na Nieszpory Maryjne. Po Nieszporach o 18.00 Droga Krzyżowa. Wzdłuż ulicy na drzewach urządzone skromne stacje Drogi Krzyżowej. A przy każdej modlitwy i wspomnienie Drogi Krzyżowej, Jezusa Chrystusa, naszego Pana i inaczej, wywleczonych o świcie z domu, załadowanych do bydlęcych wagonów, poniewieranych w łagrach i karnych kołchozach.
Przy stacji X – gdy Jezus został z szat obnażony, ksiądz Cisak powiedział: „Tak jak każdy z nas, Jezus narodził się nagi i nagi wrócił do Ojca. To, co z życia naszego zbieramy, jest znikome w porównaniu z tym, co w życiu posiadamy. Trzeba przez życie przejść, będąc bogatym na duszy. Trzeba przez życie przejść tak, aby przed Bogiem nie stanąć z pustymi rękami. By nie stanąć przed Bogiem z życiem zmarnowanym. Z tego, co materialne, nic ze sobą nie zabierzemy do domu Ojca”.
Ta stacja nam, Sybirakom, daje ten spokój sumienia – byliśmy pozbawieni jak Chrystus wszystkiego, z wyjątkiem poczucia własnej godności ludzkiej i chrześcijańskiej, godności Polaka. Tę godność Polaka zademonstrowaliśmy na drugi dzień przemarszem przez Grodziec na Błonie z pięknie wybudowanym i przystrojonym ołtarzem. Dziesiątki pocztów sztandarowych a nasz z Mokotowa najbardziej autentycznie sybiracki, wykonany w Aczińsku, w Krasnojarskim Kraju, na przodzie jako prowadzący. I tylko nasz sztandar oraz sztandar pierwszej w Polsce szkoły imieniem Sybiraków był imiennie powitany przez Księdza Kapelana Sybiraków Edmunda Cisaka w czasie Mszy Pontyfikalnej spośród wielu dziesiątków sztandarów Oddziałów i Kół w Polsce.
Ksiądz Kardynał Prymas Józef Glemp odprawił Mszę Pontyfikalną w ornacie specjalnie na tę uroczystość wyhaftowanym.
Miał on z przodu wyhaftowaną Matkę Boską Sybiraków, a z tyłu świętego Rafała Kalinowskiego patrona Sybiraków. Ksiądz prymas wygłosił homilię poruszającą najgłębsze pokłady umysłu i serca, gdzie tkwi w nas gorycz Sybiru. Tę homilię powinien poznać każdy Sybirak.
Janusz Łączyński
Koło Mokotów
Homilia Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa
wygłoszona podczas koronacji obrazu Matki Boskiej Grodzieckiej Sybiraków.
„Niech nasza modlitwa sięgnie w serc prześladowców!”
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, najdostojniejszy i drogi Arcypasterzu Kościoła Opolskiego, czcigodny Arcybiskupie Metropolito, umiłowani bracia w biskupstwie, bracia w kapłaństwie, służba liturgiczna, szanowne zwierzchności sowieckie, świeckie, mundurowi i nie mundurowi. Wszyscy, którzy stoicie pod pocztami sztandarowymi, którzy tu jesteście i których reprezentujecie, a wśród nich duchy waszych przyjaciół, którzy ciała zostawili daleko w swojej męce, siostry zakonne, umiłowani siostry i bracia.
Tajemnica cierpienia i umiejętność przebaczenia.
Zgromadziliśmy się, aby ukoronować obraz Matki Bożej Grodzieckiej, która staje się patronką Sybiraków i która określa to sanktuarium. Koronacja obrazu to jest najwyższy sposób, w jaki człowiek może oddać hołd Matce Najświętszej. Jest to wyraz miłości i uwielbienia, a zarazem tego wielkiego przekonania, że Jej orędownictwo wyjedna zadośćuczynienia prośbom, które będziemy zanosić.
Koronacja obrazu Matki Bożej…. Jaki chcemy włożyć sens w to wydarzenie? Matka Najświętsza, Matka Jezusa Chrystusa została ukoronowana przez Boga na królową nieba i ziemi, a więc jest najwyższą i nie od ludzi, lecz od samego Boga, od swego Boskiego Syna na najwyższą chwałę. Co więc my możemy do tej chwały dodać? Czy wypada nam ludziom słabym i grzesznym koronować Matkę Najświętszą, królową nieba i ziemi? A jednak wiemy, że Ona, która jest królową nieba i ziemi nad każdym z nas roztacza swoją szczególną opiekę. My więc w tym czasie, który obejmujemy naszym istnieniem i naszymi tęsknotami, pragniemy ku Niej się zwrócić, aby naszą prośbą i naszymi hołdami ustanowić Ją na trwale orędowniczką niebieskich łask.
Matka Najświętsza przyjmuje te wezwania i te tytuły, które Jej dajemy w różnych częściach ziemi. Tak jak jest Ona w sanktuarium krajowym na Jasnej Górze dla całej Polski. W Lourdes dla całej Francji, w Guadalupe dla całego Meksyku, w Saragossie dla całej Hiszpanii. Tak chcemy Ją mieć dla określonych diecezji, dla pewnych grup ludzi.
Rybacy, żeglarze mają swoje sanktuarium Matki Bożej, Górale mają swoje sanktuarium Matki Bożej. Mają Matkę Boską żołnierze z pogranicza – Matkę Bożą Jazłowiecką. A więc i Sybiracy mają prawo i chcą mieć Matkę Bożą jako swoją Patronkę. I wybrali to miejsce, w którym obraz od dawna czczony i przywieziony z dalekich stron dzisiaj ukoronujemy.
Co chcemy w tej koronacji zawierzyć? To, co mieści się w słowach Sybir, Syberia, Sybirak, a co oznacza ludzkie cierpienie, cierpienie i krzywdy ponoszone ze względu na narodowość, na wiarę, na przekonanie. Te cierpienia, które dzisiaj mieszczą się w tym słowie i w symbolu tej koronacji można by podzielić na dwie części. Pierwsza to część zachodnia związana z nazizmem, której symbolem pozostanie Oświęcim, Dachau, a więc obozy koncentracyjne, piece krematoryjne, miejsca łatwiejsze do określenia.
Druga część to obszary wschodnie, bliżej nieokreślone, po których cierpienie rozproszyło się bardzo i które ogarniamy jednym słowem – Syberia. Geograficznie Syberia to kraina za Uralem, kraina wielka o ogromnych przestrzeniach, ziemia zawierająca wiele bogactw. Jest to także – jak mówią – największe więzienie świata, a jednocześnie najtańsze, bo niewiele potrzeba tam straży. Na tych wielkich przestrzeniach ludzie nie mieli, dokąd uciekać. Syberia jest to taki symbol, którym ogarniamy ludzi dotkniętych niesłusznym cierpieniem na obszarach niekoniecznie związanych z geograficznym pojęciem Syberii.
Przenosimy więc dzisiaj do Matki Bożej, do Jej Koron, przed Ołtarzem Jezusa Chrystusa, wszystkie cierpienia i krzywdy, ażeby tak, jak mówiła Matka Boża, jak chleb i wino przeniesione na Ołtarz zostają przemienione. Wszystko, co mieści w sobie pojęcie Sybiru, wszystkie cierpienia i krzywdy zostały tutaj przekształcone. Chcemy więc, ażeby w indywidualnym, osobistym zetknięciu się ze świętością Boga i Jego Matki doznana krzywda, cierpienie, udręka, niesłuszne zadania przekształciła w przebaczenie, w miłość, w dobroć.
To pierwszy cel, który sobie stawiamy dzisiaj przy Ołtarzu. Drugim celem jest, ażeby świadectwo naszej modlitwy zostało zrozumiane i było odczytane przez młode pokolenie, przez tych wszystkich, którzy nie rozumieją tajemnicy cierpienia i umiejętności przebaczenia. Niech mają wzór, że tutaj daleko od Syberii, na Opolszczyźnie są ludzie, którzy dają świadectwo przebaczeniu, nawróceniu i rozpoczęcia nowego życia.
I wreszcie stawiamy sobie trzeci cel, nawrócenie prześladowców. Tak to było i ich chcemy pociągnąć do Bożego Serca. I nie jest to tylko kwestia nawrócenia i przebaczenia, przebaczenia tych, którzy cierpieli, ale włączenie w nawrócenie tych, którzy cierpienie zadawali. Jest to sprawa aktualna, bo ci ludzie żyją do dzisiaj.
Potrzeba nawrócenia i odrodzenia.
Dzisiejsza Ewangelia Święta mówiła nam o konieczności naszej łączności z Jezusem Chrystusem. On jest szczepem winnym, a my jak gałązki wyrastamy z Jego pnia i nie chcemy być uschłymi gałązkami, lecz takimi, które czerpią soki od samego korzenia, z tego pnia, którym jest życie łaski przepływające do nas z Jezusa Chrystusa przez Jego słowo, przez Jego sakramenty święte. A więc obejmujemy dzisiaj naszym wspomnieniem to wszystko, czym są dzieje Sybiru i te wszystkie miejsca, których największym symbolem jest Katyń. Obejmujemy tych wszystkich ludzi, te wszystkie pokolenia, które poczynając od XVIII wieku za swoje przekonania, za inną postawę, za narodowość, za język nie tylko z polskiego narodu, a wielu narodów zostały tam wysłane i skazane na cierpienie.
Jednym z zesłańców jest Rafał Kalinowski. Przypominam tę postać. Był to doskonały inżynier rosyjski, chociaż Polak, a potem żołnierz, a potem powstaniec i właśnie za powstanie został zesłany na Sybir. Tam zakuty w kajdany pracował w kopalni soli. Po kilku latach uwolniony pracował jako nauczyciel. Następnie wstąpił do zakonu Ojców Karmelitów i stał się ojcem Rafałem, wielkim spowiednikiem, człowiekiem świętym za życie i ogłoszonym świętym po śmierci. Zmarły w miejscowości urodzenia naszego Ojca Świętego. Przypominam tę postać, bo ona jest najbardziej czytelnym obrazem tego nawrócenia i przejścia przez przebaczenie aż do świętości, a tą drogą przeszło wielu, wielu ludzi Sybiru.
Jest jeszcze inny Sybir, który dotyczy czasów stalinowskich, który dotyczy ziem sprzed Uralu, ziem wokół nas. To także cierpienia tej samej kategorii.
W Warszawie w ubiegłym roku przy parafii na obrzeżach Warszawy postawiliśmy pomnik – Kalwarię wszystkim pomordowanym w pierwszym okresie Polski Ludowej, wszystkim cierpiącym, prześladowanym i uśmierconym do roku 1956. Obok cmentarza przy kościele świętej Katarzyny było tam miejsce chowania ludzi skrytobójczo zabitych. Chowano ich w taki sposób, że nie pozostały nawet szczątki. Wiemy, że ludzi, którzy cierpieli, umierali i byli prześladowani po wojnie jest bardzo dużo, a ich wszystkich obejmujemy także pojęciem Sybiru. A także włączamy w ten proces przebaczenia, nawrócenia, odrodzenia i uświęcenia tych wszystkich, którzy cierpienia przetrwali. Jest tylko zadanie wielkie, zadanie trudne, ale przecież chrześcijaństwo nie jest łatwe. Ono wymaga od człowieka takiego naśladowania Chrystusa, które pozwala dokonać w sobie przemiany. I my, modląc się i wkładając koronę Matce Bożej i jej Dzieciątku na głowy, umieszczając ten obraz tutaj w sanktuarium, chcemy własnego nawrócenia, własnego oczyszczenia i odrodzenia, a jednocześnie takich sił apostolskich, aby one kierowały ku prześladowcom, potrafiły ich nawrócić. Niełatwo jest przecież nawrócić prześladowcom.
W pierwszym czytaniu dzisiaj usłyszeliśmy o świętym Pawle. To jest przykład człowieka, który z prześladowcy po nawróceniu stał się apostołem. Święty Paweł potrafił pokazać, przyznać się do czynnego zła. Potrafił otworzyć swoje serce na działanie Pana Boga i stał się Jego sługą. Podobne przebaczenie i podobne przeproszenie potrzebne jest i dzisiaj. Daliśmy tego przykład po Soborze Watykańskim II. Wymieniliśmy wtedy z Niemcami słowa: „przebaczamy” i „przebaczcie”. I po innych zbrodniarzach, nieszczęściach i krzywdach ciągle jest potrzebny moralny i religijny akt, który wyraziłby zerwanie z grzeszną przeszłością i wejście na drogę odrodzenia. Niewiele mamy takich przykładów.
W Norymberdze byli potem pieni i osądzeni zbrodniarze, którzy mówili, że są niewinni, że wypełniali rozkazy. I dzisiaj jesteśmy świadkami procesów, które wyglądają na kpiny z ludzi, których właśnie stawiani przed sądem dręczyli. I może gdzieś obok prześladowcy, który żyje spokojnie w dostatniej wili i niczym się nie przejmuje, niegdyś przez niego prześladowany i torturowany człowiek dalej jest biedakiem. Aby człowiek mógł się odrodzić musi więc najpierw przyznać się do grzechu, zrobić uczciwy rachunek sumienia i postawić na podprawę.
W tych dniach gościliśmy podczas konferencji plenarnej Episkopatu dwóch biskupów z Albanii. Albania, jak wiemy, to kraj, w którym prześladowanie komunistyczne skierowane nie tylko na kościół katolicki, ale i na każde wyzwanie, nawet muzułmańskie, było najokrutniejsze. Państwo ateistyczne groziło karą śmierci za każdy przejaw religii, w tym za szafowanie sakramentów. Otóż ci biskupi wyświęceni teraz po uzyskaniu wolności należeli do 30 kapłanów w całym kraju, którzy się ukrywali, którzy przeszli więzienia. W tym kraju odkrywa się teraz dokumenty jeszcze z roku 1944, które są świadectwem niezwykłej prowokacji, aby księży rozstrzeliwać i maltretować. Zachowały się protokoły, że torturowani, rozstrzeliwani kapłani, wierni świeccy umierali z okrzykiem: „Niech żyje Chrystus Król”, a więc przebaczali, bo umierali z Chrystusem.
Bracia i siostry miały możliwość oglądać film, który ukaże się na naszych ekranach pewnie w połowie maja, zatytułowany Śmierć jak kromka chleba. Ten piękny film przedstawia dramat górników z kopalni Wujek.
Jest w nim ukazana cała tragedia ludzi, pracy górników. Przewijający się w tej akcji dwie, trzy, czy trzy pielęgniarki służą tym, którzy bronią się i bronią swojej godności, bo skatowano niesłusznie ich kolegę. To przejmujący obraz broniących się prostych górników, którzy chcą tylko prawdy i sprawiedliwości, którzy przed pójściem do walki modlą się, wzywają do siebie kapłana. A kiedy nie było warunków na mszę świętą, odmawiali różaniec. Oni zapewnili kapłana, że nie będzie w ich sercach żadnej nienawiści. Film przedstawia całą tę tragedię, pokazuje trupy zabitych górników i nie ma nikogo, kto by powiedział, ja zabiłem, ja dałem rozkaz. Więcej, nie ma nawrócenia, może za mało się modlimy za prześladowców.
Nasza modlitwa musi także sięgać ich serc, ich nawrócenia, bo dopiero wtedy możemy mówić o odrodzeniu społeczeństwa, jeżeli będzie nawrócenie z grzechów, jeżeli będzie postanowienie poprawy. Amen.
