Wystąpienie prezesa Koła Terenowego Związku Sybiraków w Przemyślu Franciszka Koraba podczas uroczystości Dnia Sybiraka.
Szanowni Goście, Drodzy Sybiracy!
Dziś, w dniu naszego święta, Dnia Sybiraka, nawiązujemy do żałoby narodowej. Przede wszystkim do pierwszych zesłańców uczestników Konfederacji Barskiej. To oni, dekretem Carycy Katarzyny II z 29 maja 1768 r. wskazani zostali na syberyjską katorgę. To konfederaci jako pierwsi znaczą szlak naszej gehenny narodowej. Nawiązujemy do uczestników Powstania Kościuszkowskiego i Listopadowego, Wiosny Ludów i Powstania Styczniowego. Nawiązujemy do tradycji, gdzie wolność narodu i jego niepodległość była nadrzędnym celem.
My, Sybiracy, winniśmy pamiętać o tych, co przez dziesięciolecia wydeptywali szlaki syberyjskie w imię sprawy narodowej. O tym musimy pamiętać my i następne pokolenia.
Drodzy Sybiracy, nasza gehenna narodowa rozpoczęła się w 1939 r. Wojna rozpętana na naszych ziemiach we wrześniu stała się dramatem dla narodu i wszystkich rodzin.
Setki tysięcy obywateli utraciło swoje rodzinne progi, budowane często przez pokolenia. Do dziś jest to niezagojona rana na organizmie Ojczyzny i wielu rodzin. My tu zebrani odczuwamy szczególnie gehennę minionych lat. Setki tysięcy represjonowanych przez totalitarny system sowiecki walczyło o przetrwanie. Jak trudno było przetrwać matkom z dziećmi bez ich mężowskiej opieki. Jak trudno było przetrwać sierotom pozbawionym najbliższych, odciętych od korzeni swego istnienia. Ludzie ginęli w nieznanych ilościach, w niepowtarzalnych zbrodniach na naszym narodzie.
Wkroczenie Armii Czerwonej w dniu 17 września 1939 roku wraz z nią NKWD w granicy naszej Ojczyzny zapoczątkowało Polską Drogę Krzyżową. Wstępne aresztowania indywidualne, ogromna antypolska propaganda, wyśmiewanie się z wszczepionych symboli narodowych. To tylko cząstka do tego co miało nastąpić. Tragedia nastąpiła dość szybko. To już nie kibitki, nie etapowe marsze na Sybir.
To tragedia narodowa. Pierwsza deportacja w dniu 10 lutego 1940 roku była najtragiczniejsza pod względem ilości ofiar, w tym wszystkim dzieci i osób starszych. Technika deportacji odbywała się według utartego, a jak nieludzkiego schematu. Nocą do mieszkania wpadała kilkuosobowa grupa NKWD-istów wspomaganych przez lokalnych funkcjonariuszy, najczęściej Ukraińców, Białorusinów lub Żydów. Wyciągano z łóżek, dokonywano rewizji. Na spakowanie się i ubranie dawano zwykle 30 minut. Dowożono do najbliższych stacji kolejowych, ładowano do przygotowanych wcześniej bydlęcych wagonów.
W czasie transportu zmarłych wyrzucano lub przenoszono do wagonów, trupiarni, aby przy przekazywaniu transportu liczba osób zgadzała się. Po 3-4 tygodniach podróży nie było łatwiejsze niż transport osiedlenia.
Prymitywne baraki, po kilkadziesiąt osób w każdym, na piętrowych marach. Głód, zimno, pluskwy, niewolnicza praca – przeważnie były przy wycinaniu lasów – dziesiątkowały ludność. Następne trzy deportacje, 13 kwietnia 1940 roku, 22 czerwca 1940 roku i w czerwcu 1941 roku odbyły się według utartego schematu, ale przynajmniej w tym okresie było ciepło.
W czterech deportacjach jakie nam Związek Sowiecki zafundował oraz poprzednich i później aresztowanych znalazło się w więzieniach i łagrach sowieckich ponad półtora miliona obywateli polskich. Po podpisaniu umowy w lipcu 1940 roku między rządem emigracyjnym a sowieckim, związanej umową Sikorski-Majski, zostały zawiązane stosunki dyplomatyczne. Na terenie ZSRR tworzono 20 delegatur polskich obejmujących 2600 skupisk Polaków.
Oczywiście nie dotarło to do wielu. Po ogłoszeniu amnestii dla Polaków nastąpiło masowe przemieszczanie z części północnej do południowych rejonów ZSRR, przeważnie do Republiki Kazachskiej, Tadżyckiej, Uzbeckiej, Turkmeńskiej i Kirgiskiej. Był to kolejny dramat, wędrówka ta pochłonęła dalsze ofiary.
Podążali z nadzieją dostania się do organizowanej armii polskiej przez generała Władysława Andersa i wydostania się z nieludzkiej ziemi. Nie wszystkim było dane dojść do miejsc zbornych. Nie wszyscy zdążyli na określony czas.
Po zerwaniu stosunków polsko-sowieckich – sprawa Katyńska – zostały zamknięte delegatury polskie. Nastąpiły aresztowania działaczy przedstawicieli polskich. Zmienił się stosunek władz sowieckich do Polaków. Określano nas zdrajcami. Generał Anders wyprowadzając armię zdradził Związek Sowiecki – głosiła propaganda radziecka. Polakom nie należy wierzyć, trzeba ich pilnować i obserwować, mawiano.
Kiedy zaczęto w 1946 roku tworzyć armię kościuszkowską, znów wstąpiła nadzieja, że może teraz tą drogą da się wyrwać z matni sowieckiej. Znów wędrówka do punktów zbiorczych tworzącej się armii, tym razem przez generała Berlinga. Znów nastąpiło pewne pofolgowanie, ale patrzono na nas nieufnie.
Na przełomie lat 1944-1945 część polskiej ludności, zwłaszcza rodziny kościuszkowców zaczęły przemieszać się głównie na Ukrainę. Pozostałym Polakom przyszło czekać do 1946 roku, a niektórzy czekają do dziś.
Drodzy Sybiracy, ziemia syberyjska zroszona została polską krwią, zasiana setkami, tysiącami mogił naszych najbliższych. Tym wszystkim, którzy na zawsze zostali w ziemi jakuckiej, norylskiej, tobolskiej, irkuckiej, tomskiej, omskiej i innych, i tym, którzy wydostali się z piekła sowieckiego, nie dano im było wrócić do Ojczyzny. Pozostali na zawsze w Iranie i w Afryce. Składamy im hołd pamięci, składamy hołd tym, którzy wrócili do Ojczyzny i nie dane im było wypowiedzieć się głośno o przeżytej gehennie w tajgach w Syberii czy w stepach Kazachstanu. Niech pamięć o nich będzie wieczna.
Drodzy Sybiracy, przez dziesięciolecia do dnia dzisiejszego nie uczyniono niczego publicznie, by zbrodnie na wschodzie potępić, osądzić. Nikt do dziś nie doczekał się słów przeprosić od narodu, z którego wywodzili się czerwoni kaci, nie mówiąc już o jakimkolwiek ekwiwalencie moralnym czy materialnym za przeżyte cierpienia, niewolniczą pracę czy utracony majątek.
Głosy w tej sprawie padają niemal z całego świata od wielu lat, w tym szczególnie od naszego Związku Sybiraków reaktywowanego w 1988 roku. Polityczna magia pokrywa ten temat milczeniem.
Szanowni Państwo, oddajmy hołd minutą ciszy tym wszystkim, których nie ma już wśród nas. Odeszli na zawsze.
